Studia w USA

Wyjazd do USA na stypendium sportowe był dla mnie bardzo przełomowy. Miałam 19 lat, ukończyłam liceum, zdobyłam swój ostatni możliwy do zdobycia medal juniorskich Mistrzostw Polski. Wyniki matur z biologii i chemii dawały mi przepustkę na kierunek lekarski prawie każdej uczelni medycznej w Polsce. Jednak perspektywa wyjazdu do słynnej A m e r y k i na przygodę życia wygrała.

Z początku miał to być próbny rok. Zleciał on bardzo szybko i nie miałam wątpliwości, że zostaję dłużej. Z jednej strony nie satysfakcjonowały mnie osiągnięte wyniki sportowe (17:30 min na 5000m i 4:33 min na 1500m), z drugiej bardzo chciałam dokładniej poznać USA.

Po drugim roku pobytu miałam wrażenie, że Amerykę “ogarnęłam”, a bieganie byłam gotowa odłożyć na drugi plan. Bardzo chciałam też czym prędzej zacząć realizować “powołanie” by zostać lekarzem, jako że proces ten to przynajmniej kilkanaście lat edukacji. Kinezjologia, którą studiowałam na University of San Francisco, bardzo mnie interesowała, jednak poziom nauczania okazał się zdecydowanie poniżej moich oczekiwań. Ponadto bachelor’s degree (coś a’la licencjat) trwa w amerykańskim systemie edukacji 4 lata. Porzuciłam więc moją ścieżkę akademicką na półmetku. Ale wróćmy jeszcze na chwilę do początku.

Jak to się zaczęło?

Na facebooku. Dokładnie taką wiadomość otrzymałam od coach’a z San Francisco w 2015:

Tak w większości zaczynają się przygody ze stypendium NCAA u polskich lekkoatletów. Podobnych wiadomości otrzymałam jeszcze kilka m.in z University of Toledo, University of Southern Missisipi czy California Baptist University. Następnie miało miejsce kilka rozmów na Skype, po czym przeszłam do załatwiania formalności: egzamin SAT, studencka wiza, transkrypty dokumentów itp. . Bardzo, bardzo dużo formalności.

O studiach w USA opowiadałam w podcaście Kropka nad M , do którego przesłuchania bardzo zachęcam.

Furtkę do wyjazdu niewątpliwie otworzył mi udział w Mistrzostwach Świata Juniorów w biegach przełajowych w Guiyang, jak i wyniki z bieżni, dostępne w serwisie domtel-sport.

Im lepsze czasy tym większe szanse na bardziej prestiżową uczelnię. Najbardziej prestiżowe z nich to reprezentujące Dywizję 1. University of Oregon, University of New Mexico czy Boise State University. Tam mnie nie zapraszano 😉

Ile kosztuje wyjazd?

To zależy. Opłaty poniesione przeze mnie przed wyjazdem to:

  • 80$ Application Fee
  • 200$ opłata SEVIS za wizę studencką F1
  • 160$ Visa application processing fee
  • 100$ Egzamin SAT z esejem
  • 4x100zł tłumacz przysięgły (tłumaczenie świadectw, dokumentów)
  • 3800zł lot tam i z powrotem Gdańsk-San Francisco-Gdańsk (loty na zachodnie wybrzeże są dużo droższe, do NYC można było trafić nawet 1400zł w dwie strony)

*egzamin TOEFL $245 (byłam zwolniona na podstawie dobrego wyniku SAT)

Ciekawe wymagania

Musiałam na przykład przedstawić zaświadczenie o szczepieniach, które odbyłam. Na miejscu byłam jeszcze doszczepiana, bo chyba nie miałam dobrego zaświadczenia o szczepieniu na WZW B.

Ile warte było moje stypendium?

Jak wiadomo, większość amerykańskich uczelni jest prywatna i kosztuje bardzo dużo w porównaniu z europejskimi realiami. Full scholarship, które otrzymałam, było oszacowane na 60.836$. Gdy wyjeżdżałam dolar był bardzo drogi, ok 4,30zł, więc była to suma ok. 280 000zł.

Na mojej wizie F-1 widniały poniższe informacje:

Estimated average cost for 9 months:
Tuition and Fees: $44,494
Living expenses: $17,790
Books/Insurance: $4,591
= $66,875

Z tego powodu potrzebny był mi Bank Statement na kwotę $5,000. Taka była różnica między oszacowanymi kosztami wyjazdu na 9 miesięcy, a kwotą stypendium i stanowiło to zabezpieczenie. Spotkałam się z przypadkami, gdy wymagany był bank statement na $25,000!

Czy dało się pracować?

Na studenckiej wizie praca na kampusie uniwersytetu jest legalna. W 2017 zarabiałam 15$/h (minimalna stawka w Kaliforni) pracując ok. 10h tygodniowo przy organizacji uczelnianych imprez sportowych. Umożliwiało mi to niezależność finansową od rodziców.

Highlight’y wyjazdu

Zaplecze treningowe. Możliwość korzystania z opieki fizjoterapeutycznej i odnowy biologicznej praktycznie 24/7. W tym dostęp do antygrawitacyjnej bieżni AlterG czy masażu limfatycznego Normatec.

  • Podróże. Wyjazdy na zawody m.in. do Seattle, Los Angeles, San Diego czy Wisconsin. I pobyty w naprawdę dobrych hotelach, za każdym razem czułam się jak na imprezie rangi międzynarodowej.
  • Drużyna. Team spirit, wspólne treningi, szatnia i szafka. To miało klimat!
  • Sprzęt! Co ok. 3 miesiące otrzymywaliśmy dowolny model butów treningowych Nike. Dodatkowo co semestr kolce, startówki i masę innego sprzętu.

Minusy wyjazdu

  • 4-5 miesięcy poza domem
  • Niespersonalizowany plan treningowy, duża intensywność
  • Mało swobody, życie podporządkowane pod treningi, starty i uczelnię

Będąc studentem-sportowcem na amerykańskiej uczelni jest się “Kimś”, profesorowie dostosowują plan studiów do planu startowego i są bardzo wyrozumiali. Nauka i sport, w przeciwieństwie do polskich realiów, idą jak najbardziej w parze.

O polskich lekkoatletach trenujących w USA wspomniało raz PZLA w artykule Polscy lekkoatleci-studenci w USA.

We have the responsibility to use what we’ve gained to help others.

Chętnie podzielę się moim doświadczeniem i pomogę z formalnościami wyjazdowymi, nauką języka oraz przygotowaniem do egzaminu SAT.

M.Dias 🙂