Czego nie jeść przed bieganiem?

Bieganie i jedzenie to idealne połączenie. W moim przypadku, przez długi czas, tylko w takiej kolejności. Bardzo często źle dobrane przekąski czy niewłaściwe potrawy były u mnie powodem fatalnego samopoczucia na treningach czy zawodach. Poszukiwanie ToiToi-a na trasie biegu, czy zmiana techniki na “zgiętą w pół” z powodu kolki i bólu brzucha były moją biegową codziennością. Na trening nie mogłam wyjść nie tylko bez Garmina, ale i rolki papieru.

Bieganie na czczo to dla mnie zmora, wysokie tętno, ciężki oddech- ta opcja odpada. Długo wydawało mi się, że tak już mam, i że muszę się przyzwyczaić. Ale w końcu postanowiłam spróbować to zmienić. Drogą eliminacji udało mi się znaleźć produkty, które stanowiły główną przyczynę mojego fatalnego samopoczucia. Wykluczyłam je z przedtreningowych i przedstartowych menu i udało się! Biega mi się lekko i bez dyskomfortu. 

Poznajcie moich przedtreningowych wrogów!

Mięso

Ponad połowę swojej biegowej kariery trenowałam po południu, co również oznacza trenowanie po obiedzie. A do 20 roku życia nieodłącznym składnikiem obiadowych posiłków było u mnie mięso…które jak się okazało było jedną z przyczyn uczucia ciężkości i bólu brzucha na treningu. Teraz staram się jeść mięso maksymalnie 2 razy w tygodniu i tylko po bieganiu, i jest super!

Masło orzechowe

To miłość mojego życia. Musiałam je wykluczyć z przedtreningowych posiłków tylko dlatego, że nie potrafię go zjeść go wystarczająco mało. Jest bardzo tłuste i raczej nie lekkostrawne. A że chęć dodania 1 łyżeczki do owsianki zwykle kończy się u mnie dodawaniem jeszcze 2 czy 3… postanowiłam nie ryzykować i delektować się tym cudownym kremem tylko po bieganiu 🙂

Nabiał

Czy powinnam powiedzieć “produkty mleczne”?  Znacie różnicę? Otóż w skład nabiału, oprócz mleka zwierzęcego i produkty pochodzenia mlecznego, wchodzą również jajka!

Jestem ogromną fanką mleka, kefirów, twarożków, serków wiejskich, jogurtów naturalnych, greckich, sera… dlatego najtrudniej było mi wykluczyć ze śniadania właśnie te produkty. Wymagało to ode mnie dużego poświęcenia, ale lekkie i przyjemne bieganie było tego warte. Teraz największą nagrodą po mocnym bieganiu jest dla mnie sernik!

Jabłka, śliwki i inne źródła błonnika

 

Błonnik jest super…i niesuper. Jak się okazuje, można z nim przesadzić, szczególnie będąc sportowcem. By uniknąć problemów jelitowych, przed bieganiem wykluczyłam też suszone owoce, wafle ryżowe, pełnoziarniste pieczywo, nasiona i orzechy. Jak to działa? Podczas długiego wysiłku fizycznego dochodzi do odwodnienia przewodu pokarmowego. Błonnik daje uczucie ciężkości przez zwiększenie mas kałowych, jako że część wody przesuwa się do światła jelita grubego. Jak wiadomo, zwiększa on tez perystaltykę jelit, co nie jest przyjemne podczas treningu. Nie ma co obciążać przewodu pokarmowego nadmierną jego ilością.

Smażone potrawy

To chyba moje najboleśniejsze przedbiegowe wpadki… burger z frytkami, kotlety, placki ziemniaczane, tłuste naleśniki, pancakes, jajecznica. Ilość cierpienia, którą mi przysporzyły nie była warta tych chwil przyjemności. Game changer? Potrawy przygotowywane na parze, gotowane lub pieczone. 

Bardzo dużo czasu zajęło mi uczenie się swojego organizmu. Całe życie popełniałam jakiś błąd w moich przedbiegowych posiłkach i zapewne jeszcze sporo ich popełnię. Dziś jednak jestem ich świadoma. Wiem czego nie jeść, by na starcie czy mocnym treningu nie czuć dyskomfortu i biegać lekko! Polecam eksperymentować, próbować, eliminować, testować.

Nie poddawaj się w dążeniu do jak największej frajdy z biegania!

Magda